Jan i Karol Wesley

Organizatorzy Metodyzmu - Jan i Karol Wesleyowie - podobieństwa i różnice

Życie organizatorów ruchu metodystycznego, Jana (ur. 17 czerwca 1703r.) i Karola (ur. 18 grudnia 1708r.) Wesleyów, toczyło się różnymi torami. Niektóre okresy były bardzo do siebie podobne, inne znów znacznie się różniły.
Wiadomo, że każdy człowiek posiada odrębną osobowość. Bracia z Epworth różnili się znacznie, co znajdowało wyraz w ich życiu. Karol zwykle pierwszy czego doświadczał (np. nawrócenie), czy rozpoczynał jakąś pracę (np. Klub Świętych), Jan później, lecz jakby z większym zaangażowaniem. Zwłaszcza w pracy był bardziej radykalny od Karola, który niechętnym okiem spoglądał na te poczynania Jana, które jego zdaniem, mogły doprowadzić do usamodzielnienia się metodystów. Od Kościoła Anglikańskiego obydwaj bracia przyjęli, obok ordynacji, także teologię, ale praktykę wypracowywali sami. I tak Jan od chwili swego nawrócenia do końca życia pozostał niezwykle ruchliwym ewangelistą, który przebywał tysiące mil głosząc ludziom dobrą nowinę. Karol, bardziej statyczny, a od 1749r. związany więzami rodzinnymi, był raczej typem ewangelisty - poety, który oddawszy swój talent w Bożą służbę, napisał ponad 6.000 hymnów (m.in. Wiekuistemu cześć, Zmartwychwstania dzisiaj czas, O, gdybym słowa takie znał, O, miłości, boski darze), Przyczyniły się one w znacznym stopniu do rozwoju metodyzmu, a przyjęte przez wiele Kościołów chrześcijańskich stały się jednym z czynników oddziaływania ewangelizacyjnego.


9 lutego 1709 roku. Pożar probostwa w Epworth.
Swe ocalenie z płomieni Jan Wesley po latach wspominał jako cud.

Lata dzieciństwa, tak Jan, jak i Karol spędzili w rodzinnym domu pod czujnym okiem matki. Zuzanna Wesley była ich pierwszą wychowawczynią i nauczycielką. Wychowanie, które odebrali bracia od matki, miało wielki wpływ na ich dalsze życie. Chociaż surowe, było jednak właściwe, a przez dzieci dobrze, po latach, wspominane. Bardzo często też Jan (a z pewnością i Karol) wracał do matki i zasięgał jej rad, niekiedy nawet w poważnych problemach teologicznych. Również domowe nabożeństwa, prowadzone przez Zuzannę Wesley, wywarły wielki wpływ na wychowanie dzieci, a Janowi bardzo przydały się w jego późniejszej działalności, dając mu gotowy i wypróbowany model zebrań budujących .


Ks. Jan Wesley przemawiający do tłumów.

Po zakończeniu domowej edukacji, Jan podjął naukę w londyńskiej szkole Charterhouse. Był to swego rodzaju skok na głęboką wodę. Jan znalazł się w nowym dla siebie środowisku i często padał ofiarą swoich kolegów, którzy nie szczędzili mu przezwisk, a często i razów. Znosił to jednak bardzo spokojnie, nie odpłacając tym samym, ale jego pobożność przygasła nieco, aby na nowo zapłonąć w czasach uniwersyteckich.
W tym miejscu wspomnieć wypada o charakterze Jana, co też czynię słowami ks. prof. Benedyktowicza: Chłopiec od wczesnych lat wykazywał szczególne cechy charakteru, zwłaszcza stałość, cierpliwość i rozwagę. Słowa i czyny poprzedza) namysłem; okazując wielkie poczucie odpowiedzialności (Bracia z Epworth ). Te cechy charakteru, zaprawione z serca płynącą pobożnością, towarzyszyły Janowi do końca życia. Karol był, jak pisze ks. prof. Benedyktowicz, mniej wybitnym i oryginalnym od brata. Jego charakter nie był taki poprawny jak Jana, ale za to był arcywzorem dobrych manier i ułożenia. Opuściwszy dom, Karol podjął naukę w szkole w Westminsterze. Wstąpienie do tej szkoły było raczej miękkim lądowaniem, bowiem jednym z nauczycieli był tam starszy brat Karola, Samuel, który też zaopiekował się nim.
Okres studiów u braci Wesleyów miał różny przebieg. Jan, zwłaszcza w początkowym okresie studiów, niewiele czasu poświęcał na naukę. Ponad nią przedkładał kawiarnie, polowania i piesze wycieczki. Jednak jeśli już się uczył, to robił to pilnie i systematycznie. Praktyki religijne spełniał regularnie, ale bez entuzjazmu. Karol w swoich studiach trzymał się skrupulatnie metody zalecanej przez uniwersytet, czym zyskał sobie, jak sam mawiał, nieszkodliwe przezwisko metodysty. W Praktykach religijnych odznaczał się gorliwością. Znajdowało to także wyraz w życiu, które było wzorem pobożności: Od Karola właśnie zaraził się Jan taką pobożnością, jaką reprezentowali członkowie Klubu Świętych w Oxfordzie, pobożnością przejawiającą się w gorliwości praktyk religijnych, umiłowaniu Boga i ludzi oraz czystym życiu.
Wyprawa misyjna do Ameryki, którą bracia Wesleyowie podjęli z wielkim entuzjazmem, zakończyła się fiaskiem. Najpierw Karol, a po nim Jan, powrócili do Anglii. Powrócili rozgoryczeni, a Karol w dodatku chory. Jan Wesley tak skomentował swą podróż i pracę w Ameryce: "Pojechałem nawracać Indian. Ach, któż mnie nawróci? Obydwaj bracia czują wielki głód Boga. Potrzebują autentycznego nawrócenia i prawdziwej wiary w Chrystusa. Dla Karola błogosławieństwem staje się jego choroba. W czasie jej trwania wiele rozmawiał z Piotrem Boehlerem, duchownym Braci Morawskich, który bez przerwy niemal przebywał przy łóżku chorego. Po jego wyjeździe towarzyszem Karola stał się kotlarz nazwiskiem Bray - człowiek, który był autentycznie nawrócony; I z nim Karol wiele rozmawiał. Wreszcie 21 maja 1738r., w dzień Zielonych Świąt, Karol doświadcza nawrócenia. Pisze o tym: ...teraz mam pokój z Bogiem.... Trzy dni później przybiega do niego Jan ze słowem: Wierzę! na ustach.
Odtąd bracia wspólnie prowadzili pracę powierzoną im przez Boga. Nie znaczy to jednak, że między ich poglądami nie było różnic. Owszem, były i to dość znaczne. Karol., do końca życia pozostał bardziej anglikaninem niż Jan. Widać to wyraźnie na przykładzie sporu z Braćmi Morawskimi. W sporze tym Karol, którego drażniła zbytnia jego zdaniem wolnokościelność Herrnhutów, był bardziej uparty i porywczy niż Jan. Nie aprobował również tych poczynań Jana, które prowadziły do uniezależnienia się metodystów od Kościoła Anglikańskiego. O różnicach między braćmi w ich pracy tak pisze ks. prof. Benedyktowicz:
Bracia z Epworth - Jan i Karol Wesleyowie - w równej niemal mierze byli budowniczymi dzieła metodystycznego. Lecz gdy Jan poszedł dalej i stał się założycielem nowego tworu kościelnego wbrew woli, to Karol pozostał  zdecydowanie przy macierzystym Kościele anglikańskim. Odnosił się nieraz krytycznie do pociągnięć organizacyjnych swego starszego brata; decyzje Janowe bowiem kładły podwaliny pod strukturę przyszłego niezależnego Kościoła metodystycznego, jakkolwiek sam Jan nie miał takiego zamiaru. A w osobie Jana przeważał temperament praktyka i organizatora, co wyraziło się w jego tworach, jakimi były stowarzyszenia (odpowiedniki parafii), obwody, konferencje kaznodziejskie, wreszcie sama instytucja kaznodziejstwa metodystycznego, z początku laicka, później kościelna i profesjonalna. Karol pozostał przy wizji metodyzmu jako ruchu ożywiającego chrześcijaństwo angielskie jego epoki. (W. Benedyktowicz: Bracia z Epworth )
Również w życiu osobistym braci Wesleyów daje się zauważyć istotne różnice. Karol ożenił się (w 1749r.) i był ojcem trojga dzieci - córki i dwóch synów. Jan praktycznie przez całe życie był samotny.
Nawet śmierć podkreśliła istniejące między braćmi różnice. Karol (zm. 29 marca 1788r.) zastrzegł, aby jego ciało pochowano na cmentarzu anglikańskim. Tak też się stało. Szczątki Jana (zm. 2 marca 1791r.) spoczęły na dziedzińcu kościoła metodystycznego przy City Road w Londynie.


Ks. Jan Wesley na łożu śmierci.

 Różnice istniejące pomiędzy Janem i Karolem były znaczne, ale ważniejsze od nich było dla braci wspólne przecież; choć trochę inaczej pojmowane, dzieło. I w pracy dla Stwórcy dwaj bracia, choć tak różni, wspaniale się uzupełniali. Ich wspólnym dziełem, zrodzonym z nowego powiewu Ducha Bożego, stał się ruch metodystyczny, który tak wiele zawdzięcza swym inicjatorom, tak Janowi, jak Karolowi Wesleyom.


 
 
Fronton Kościoła przy City Road w Londynie.

_________

 http://www.kem.com.pl/